Wielu dorosłym wydaje się, że dzieci „radzą sobie” z rzeczywistością lepiej, niż nam się wydaje. Chodzą do szkoły, bawią się, śmieją, funkcjonują pozornie bez większych trudności. Nie sprawiają problemów wychowawczych, nie wycofują się, nie płaczą bez powodu. A jednak, kiedy spróbujemy zajrzeć głębiej – do ich myśli i przeżyć – często okazuje się, że w ich wewnętrznym świecie jest bardzo dużo lęku.
Obecna sytuacja geopolityczna, wojna w Ukrainie, pandemia COVID-19, długotrwała izolacja społeczna, a także napięcie i niepewność, które pozostały w nas – dorosłych – nie są dla dzieci obojętne. Dzieci niezwykle uważnie obserwują swoich rodziców. Widzą ich zmęczenie, słyszą rozmowy o rosnących cenach, zagrożeniach, przyszłości. Nawet jeśli nie rozumieją wszystkich faktów, doskonale wyczuwają emocje. A niepewność dorosłych bardzo często staje się niepewnością dzieci.
Ciekawym i bardzo poruszającym ćwiczeniem jest zaproszenie dziecka do narysowania tego, „co siedzi w twojej głowie”. Bez sugerowania czegokolwiek. Bez podpowiedzi. Po prostu kartka, kredki i chwila ciszy.
Kiedy po raz pierwszy zaproponowałam to ćwiczenie tuż po wybuchu wojny w Ukrainie, na siedmioro dzieci w moim gabinecie – sześcioro narysowało wojnę. Pojawiali się żołnierze, czołgi, wybuchy, a nawet postać Putina. Dzieci nazywały to wprost: strach, niepewność, złość. Tylko jedna dziewczynka narysowała swoje marzenie – akwarium z rybkami. To doświadczenie pokazało mi, jak ogromne napięcie noszą w sobie młodzi ludzie, nawet jeśli na co dzień tego nie widać.
Lęk u dzieci bardzo często nie przybiera oczywistych form. Nie zawsze zobaczymy wycofanie, skuloną postawę ciała czy unikanie kontaktu wzrokowego. Często objawia się inaczej:
- drażliwością i wybuchami złości,
- nadmierną ruchliwością lub przeciwnie – nagłym „zawieszaniem się”,
- trudnościami ze snem, koszmarami,
- bólem brzucha, głowy, nudnościami bez przyczyny medycznej,
- problemami z koncentracją,
- perfekcjonizmem i nadmierną potrzebą kontroli,
- regresją – np. powrotem do wcześniejszych zachowań (moczenie nocne, ssanie kciuka),
- nadmiernym przywiązaniem do rodzica lub lękiem przed rozstaniem.
Często dzieci nie mówią wprost o tym, co czują. Nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że nie mają jeszcze wystarczającego języka emocji. A my, dorośli, zbyt rzadko pytamy. Zakładamy, że skoro dziecko się śmieje, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Tymczasem rozmowa jest podstawą – szczególnie wtedy, gdy sami przeżywamy trudny czas.
Nie chodzi o to, by obarczać dzieci naszymi lękami, ale by dawać im przestrzeń do wyrażenia własnych. Warto pytać:
- „Czy coś cię ostatnio martwi?”
- „O czym najczęściej myślisz przed snem?”
- „Czy jest coś, czego się boisz, a o czym jeszcze nie rozmawialiśmy?”
Rozmawiając, uczymy dzieci, że każda emocja jest ważna i że można sobie z nią poradzić. Jeśli strach wynika z niepewności, możemy pomóc dziecku odzyskać poczucie wpływu – ucząc je rozpoznawania myśli, które wywołują napięcie. Możemy pokazać, że myśl to nie fakt. Że to, co wyobrażone, nie zawsze jest realnym zagrożeniem.
Strach sam w sobie nie jest zły – pełni funkcję ochronną. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna przejmować kontrolę nad zachowaniem, przenosi negatywną energię i prowadzi do impulsywnych reakcji, wycofania czy agresji. Dlatego tak ważne jest, by dzieci wiedziały, że mają w sobie zasoby: oddech, rozmowę, rysunek, ruch, bliskość drugiego człowieka.
Największym czynnikiem chroniącym dziecko nie jest brak trudnych wydarzeń na świecie. Jest nim bezpieczna relacja z dorosłym, który potrafi powiedzieć: „Widzę, że się boisz. To w porządku. Jestem tutaj. Porozmawiajmy.”
Bo kiedy dajemy dzieciom przestrzeń do mówienia o lęku, uczymy je odwagi. A odwaga nie polega na braku strachu, lecz na umiejętności bycia z nim i rozumienia go.

